„Śnieżne bractwo” to film obok którego nie można przejść obojętnie. Gdybym nie zobaczył na własne oczy tej produkcji czułbym, jakby ominęło mnie coś ważnego, coś, przy czym nie muszę liczyć godzin spędzonych przed ekranem. A tych trochę jest, ponieważ cała produkcja trwa prawie 2,5 godziny.
Film w reżyserii J. A. Bayona to kinematograficzne dziecko kilku państw: Urugwaju, Chile, Hiszpanii i USA. „Śnieżne bractwo” to opowieść o woli życia i przetrwania, jaka drzemie w niemalże każdym z nas. To historia ukazująca ludzkie słabości oraz granice, które niekiedy, chcąc czy nie chcąc, jesteśmy zmuszeni przekroczyć.
Rok 1972. Przenosimy się do październikowego Urugwaju. Rzut. Bieg. Rzut. Upadek. Obserwujemy mecz urugwajskiej reprezentacji rugby. Marzy im się wyjazd na mecz do Chile, do Santiago. Bilety kupione, samolot wyczarterowany. Pożegnania na lotnisku, całusy, “zobaczymy się w poniedziałek”. Śmiechy i dobra atmosfera. Lecą ponad chmurami.
Turbulencje. I znów turbulencje. Samolot zniża się. Zza okien wyłaniają się góry, Andy. Uderzenie. Tył samolotu odpada, zostaje gdzieś na przełęczy. Reszta maszyny spada kilkaset metrów dalej, niżej. Pośrodku niczego. Biel… Biel tak jasna, że aż trudno otworzyć oczy. To śnieg.
13 października 1972 roku. Dzień 1. Rozpoczyna się ekstremalna walka. Kto z żywych przeżyje ten czas próby? Wysokie góry, pośrodku niczego. Katastrofalne położenie, trudne warunki atmosferyczne. Kilometry białego puchu. Lawiny, ogromny mróz i chęć przeżycia. Bez jedzenia, bez wody. Bohaterowie będą musieli od teraz zacząć prymitywnie pozyskiwać wodę oraz zdobywać jedzenie. Także w sposób nieetyczny. Ile osób przetrwa? Czy ktokolwiek wyjdzie z tego wraku cało? Jeśli drogi widzu chcesz poznać historię tych 45 rozbitków koniecznie oglądnij ten dreszczowiec, oczywiście oparty na faktach. Film opowiada o przejmującej historii, która trzyma widza w ciągłym napięciu, widza, który ciągle wierzy i trzyma z całej siły kciuki za tych, którzy przeżyli. Wiadome jest jednak, że nie każdemu się uda – niektórzy bohaterowie, nie chcąc umierać z głodu, dopuszczą się m. in. aktów kanibalizmu. Ten aspekt może być jednym z tych czynników, który może zniechęcić cię, widzu, do oglądnięcia filmu, jednakże proceder ten nie był przez reżysera pokazany aż tak brutalnie, jak mógłbyś to sobie wyobrazić.
Z punktu widzenia kinematografii „Śnieżne bractwo” to produkcja bardzo dobra. Oglądanie tego filmu to prawdziwa uczta dla oczu, film utrzymany jest w fantastycznej tonacji kolorystycznej, ze wspaniałym kadrowaniem oraz bardzo dobrą grą aktorską. Zabierałem się do obejrzenia go przez rok – powstrzymywała mnie jedynie jego długość, która na pierwszy rzut oka może wydawać się naprawdę zniechęcająca. Jednak uważam, że naprawdę warto, a te 144 minuty mijają jak z bicza trzasnął.