Nie ma nic bardziej cennego jak poświęcenie siebie drugiej osobie. Swojego życia, zdrowia, czasu…
Jedno z najwybitniejszych dzieł kinematografii, jeden z najbardziej rozpoznawalnych tytułów na świecie -”Pasja” w reżyserii Mela Gibsona – to film z 2004 roku, który właśnie opisuje męczeńską śmierć. To opowieść, która chwyta za serce, przejmuje i pozostawia trwały ślad w każdym, kto choć raz ten film widział. To film, do którego wraca się z chęcią. Przeszkodą w tym mogą być jedynie brutalne, bardzo krwawe obrazy biczowania czy założenia korony cierniowej na głowę bohatera – Jezusa Chrystusa. Jednak to już sprawa indywidualnej odporności i granic każdego z widza.
Mel Gibson rozpoczyna swoje dzieło od przedstawienia modlącego się w ogrodzie oliwnym Jezusa Chrystusa. Obserwujemy zdradzenie Go przez Judasza oraz pojmanie Jezusa przez rzymskich żołnierzy. Z racji ogólnodostępnej wiedzy na temat dziejów i wydarzeń biblijnych oraz z powodu, jak zakładam, twojej – czytelniku – dużej wiedzy na temat śmierci Jezusa Chrystusa nie będę kryć się ze „spojlerami”.
W omawianej produkcji budowane jest napięcie, które wyczuwalne jest przez cały czas trwania filmu. Muzyka, kadry i scenografia wpływają na to, iż jako widzowie możemy odnieść wrażenie, jakbyśmy byli jednymi z bohaterów filmu, zwykłymi Izraelitami sprzed 2000 lat.
Ostatnie 12 godzin z życia Jezusa. W Jerozolimie arcykapłani żydowscy oskarżają Jezusa o bluźnierstwo i skazują na śmierć. Wydany na śmierć Chrystus staje ramię w ramię w pałacu Piłata z brutalnym przestępcą – Barabaszem. Cierpiący niewinnie kontra sprawiedliwie ukarany. Stoją tuż obok siebie przed rozwścieczonym tłumem Żydów. Jezus i Barabasz. Sąd wybierze tylko jednego. Piłat, namiestnik rzymski, mimo braku winy Jezusa skazuje Go pod osąd tłumu, obywatelom. Umywa ręce tylko po to, aby nie utracić swojej pozycji. Jakież to aktualne? Krzywda ludzka jest tak naprawdę niczym, niczym ważnym, gdy w grę wchodzą przyziemne, egoistyczne pobudki: pycha, pozycja, pieniądze. Jezus zostaje więc skazany na śmierć. Żydzi byli pyszni, krzyczeli: „Uwolnij Barabasza, Barabasza” – mordercę wypuszczono… Rozlała się krew. Bicze smagały mięśnie Jezusa. Rozrywały skórę, zadawały Mu ogromny ból. Założono Chrystusowi także koronę cierniową na głowę. Kolce wbijały się w skórę głowy. To jedne z najbardziej brutalnych scen w trakcie trwania całego filmu. Jednak niezwykle potrzebne, m. in., aby pokazać skalę cierpienia, bólu i upokorzenia, jakich musiał doświadczyć Mesjasz. Odbieranie brutalności tym wydarzeniom to byłoby najbardziej bezsensowne posunięcie w sposobie ukazania tej historii. Sam bowiem uważam, że w historiach ważnych, opisujących okrucieństwo, jakie człowiek człowiekowi może wyrządzić, nie należy łagodzić opisów czy obrazów. Widz powinien być dogłębnie poruszony tym, co właśnie zobaczył czy usłyszał. Powinien zadawać sobie mnóstwo pytań, powinien we wnętrzu krzyczeć i jednocześnie czuć przepełniającą każdy element swojego ciała i rozumu pustkę oraz ciszę. Ciszę tak głośną, ciszę, którą trudno byłoby znieść. Tak, aby zrozumieć. Aby zrozumieli to też Ci, którzy krzywdzą innych… Aby zadać im taki sam ból, psychiczny ból. Aby reżyser mógł wykrzyczeć im prosto w twarz „VICE VERSA”. Mel Gibson pozwala jednak widzom od czasu do czasu na chwilę odetchnąć, stosuje technikę montażu naprzemiennego i nie pokazuje w ciągu tortur Jezusa. Wielokrotnie ukazuje on nam m. in. postać szatana. Stojącego z boku, knującego podstęp…
Jezus bierze krzyż na swoje ramiona. Rozpoczyna morderczą drogę na szczyt Golgoty – Miejsca Czaszki. Podczas swojej drogi spotyka swoją matkę, Maryję. Jest to niezwykle ważny moment, pokazujący jak silną więź Jezus miał z matką. Przypominają sobie wtedy dobre chwile z przeszłości, pełne uśmiechu. Następnie Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść Mu krzyż. Niechętnie, wstydzi się Jezusa. Chce uciec od problemu (brzmi podobnie do dzisiejszego: “To mnie nie dotyczy”?). A później przychodzi dobro. Chwila orzeźwienia, czas ulgi. Weronika ociera twarz Jezusowi. Weronika się nie bała. Wyszła do Jezusa, wyszła dla Jezusa spośród tłumu wrogich, syczących Izraelitów: “Na krzyż z nimi!”, “Ukrzyżuj go!”. Te hasła jej nie przeszkodziły, aby być tą „gorszą”, tą, która nie poddaje się presji tłumu.
Jezus upada pod krzyżem po raz drugi. Zmęczenie narasta, skatowany, cały we krwi traci siły. Jest wykończony, ale i tak prze do przodu, idzie, aby wybawić całą ludzkość od zła. Ciebie i mnie. Nawet tych, co właśnie zebrali się wokół Niego, aby splunąć Mu w twarz i Go ukrzyżować.
Po dotarciu na Golgotę Chrystus, wraz z dwoma łotrami, zostaje przybity do krzyża. Zostaje nad nim powieszona tabliczka z szyderczym napisem „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”. Wisi na krzyżu wokół sprawiedliwie osądzonych według prawa grzeszników. Następne sceny, jak i te wcześniejsze, pokazują, jakie podejście miał Mel Gibson, reżyserując jeden z filmów stulecia. Scenografia, jak i efekty wizualne to prawdziwe dzieło sztuki. Gra aktorska (aktorzy intensywnie przeżywają odgrywane sceny, przy czym warto wspomnieć, że aktor grający rolę Jezusa, James Caviezel, nawrócił się…) jest na wysokim poziomie, a ścieżka dźwiękowa jest idealnym dopełnieniem filmu i wprowadza widza w tamten świat.
Nagle zaczyna grzmieć. Niebo się burzy, bok Chrystusa przebity. Wypływa z niego krew i woda. Cud. Nadchodzą ciemne chmury, ziemia się trzęsie. Obok Jezusa rozgrywa się walka dobrych i złych duchów. Pierwszy łotr kpi sobie z Chrystusa i z jego mocy, drugi zaś w pokorze i w wierze uznaje Jego królewską potęgę. Przyszła burza, nadszedł koniec świata. Synagoga w Jerozolimie pęka, rozpada się. Arcykapłani w przerażeniu wyczekują końca.
Jezus umiera na krzyżu.


